W dniach 9 – 14 kwietnia 2018 r. bracia Serafin, Antoni, Wawrzyniec i Cyprian, pod opieką o. magistra Wincentego, byli na wycieczce zwiedzając zabytki Dolnego Śląska. Ów urokliwy i zachwycający region, mogący poszczycić największą liczbą obiektów zabytkowych w Polsce, stał się celem kilkudniowej wyprawy wąchockich zakonników, którzy w szczególności postanowili dokładniej poznać dziedzictwo białych mnichów na Dolnym Śląsku. Tym samym ''głównym celem'' wyjazdu stały się monumentalne kompleksy pocysterskie, wyjątkowe pod wieloma względami – kubatury, zgromadzonych dzieł sztuki i niezwykłych dziejów.

Pierwszym opactwem pocysterskim, do którego przybyliśmy, był Krzeszów. Ukryty w leśnej dolinie rzeki Zadrny, otoczony górskim szczytami Sudetów, dominuje nad mroźną kotliną potężnym masywem 71- metrowej dwu wieżowej fasady świątyni mariackiej. Strzelista bryła, wybudowana ze szarego i czerwonego piaskowca, rozstępuje się żłobiona strumieniem łaski, wypływającej od Trójcy Przenajświętszej, której posągi umieszczono 45 – metrów nad ziemią. Końcem akweduktu staje się główny portal, prowadzący do wnętrza największej barokowej świątyni Śląska. Skarbem Sanktuarium jest Cudowna Ikona Matki Bożej Łaskawej, będąca najstarszą Ikoną w Polsce i jedną z 5 najstarszych w Europie. Aby spojrzeć w jej bizantyjsko – włoskie Oblicze, królujące w 24 – metrowym ołtarzu głównym, przez stulecia przybywali liczni pielgrzymi, a w pierwsze dni kwietnia - przybyli pątnicy z świętokrzyskiego Wąchocka. Urzeka mnogość zabytków Krzeszowa, słusznie nazywanego Europejską Perłą Baroku. Oprócz świątyni mariackiej, zwiedzaliśmy stojący obok bracki kościół św. Józefa. Świątynia, będąca kopią kaplicy sykstyńskiej, skrywa w swoim wnętrzu największy w Europie zbiór fresków na północ od Alp – opus vitae Michała Willmanna. Podziwialiśmy również Mauzoleum Piastów czy drewniany pawilon na wodzie w Betlejem.


Miejscem naszego noclegu podczas wycieczki stał się klasztor Sióstr Benedyktynek w Krzeszowie, gdzie spotkaliśmy się z ogromną życzliwością Sióstr. Nie sposób nie podziękować w tym miejscu Matce Ksieni Reginie za serdeczne przyjęcie, s. Albercie za ''turystyczną'' opiekę nad nami, s. Scholastyce za możliwość ujrzenia archiwum i biblioteki oraz s. Bronisławie za pokazanie zakrystii. W samym archiwum, nie wspominając o mnogiej liczbie zabytków i dzieł sztuki, szczególnym zainteresowaniem cieszył się wypchany Jarząbek i jego niezwykła historia aż z 1937 r.


We wtorek, oprócz kompleksu krzeszowskiego, mieliśmy okazję zwiedzić opactwo benedyktyńskie w czeskim Broumovie. Naszym przewodnikiem był o. dk. Gereon – norbertanin, który pełni posługę w parafii Šonov obok Broumova. Niesamowite wrażenie sprawia klasztor, obecnie podnoszący się ze zniszczeń, spowodowanych komunizmem. Nie są to tylko destrukcje, dotyczące zabytkowej tkanki klasztoru, ale przede wszystkim zniszczenia w sferze duchowej. W świątyni św. Wojciecha coraz bardziej regularnie odbywają się Eucharystie, co w mocno zlaicyzowanych Czechach nie jest normą i ''standardem''. Ojciec diakon ukazywał, jak wnętrza klasztoru odzyskują swój blask i nowe funkcje, gdyż oprócz sfery sakralnej, opactwa były również ośrodkami kulturotwórczymi. ''Klasztor musi żyć'' – mówił wskazując na wyremontowane pomieszczenia. Znajdowały się w nich pracownie, prezentujące jak wyglądała benedyktyńska praca przy przepisywaniu ksiąg – zainteresowani mogą nie tylko poznać jak dawniej wrabiano papier i inkaust, ale również i spróbować swoich sił przy kaligrafii. Nieco bardziej niezwykłym miejscem było nowoczesne studio nagrań, służące do nagrywania zarówno muzyki na historycznych instrumentach, jak i tej bardziej współczesnej. Największe zdziwienie wywołała ... sala do nauki baletu. Dzięki takiej liczbie nowych funkcji, mogliśmy spotkać sporo czeskiej młodzieży, spędzającej czas w murach barokowego klasztoru.

Dla nas zakonników inaczej oddziaływało rozplanowanie wnętrza budowli – czuło się monumentalizm bryły i swoistą ''niepraktyczność'' przestrzeni. Dziś już nie projektuje się w klasztorach tak wysokich i szerokich korytarzy, nie dba się aż tak o detal architektoniczny… W broumovskim opactwie zachwyca kunsztowne wnętrze biblioteki oraz oczywiście wspaniały kościół klasztorny, który wyszedł spod ręki Kiliána Ignáca Dientzenhofera, a w którym pracowali takiej klasy artyści jak Ferdynand Brokoff czy Piotr Brandl.



Pogodną środę poświęciliśmy na zwiedzanie dziedzictwa zakonu Cysterskiego. Na naszej trasie pojawiły się dwa dawne opactwa – Henryków i Kamieniec Ząbkowicki oraz Bardo Śląskie, będące prepozyturą Kamieńca.

Gruntownie zrewitalizowany gmach konwentu henrykowskiego zdradza typowy średniowieczny układ klasztorów Reguły św. Benedykta – kościół, stawiący część czworobocznych zabudowań, zgrupowanych wokół wirydarza, z charakterystycznie wysuniętych skrzydłem zachodnim. Dawne, gotyckie mury zostały wchłonięte przez barokową przebudowę w latach 1681–1702. Urzekł nas barokizowany kościół klasztorny, a w szczególności kunsztownie wykonane stalle. Dębowy, renesansowy trzon pochodzący z 1567 r., osnuto dekoracją rzeźbiarską Tomasza Weisfeldta. Nie sposób nie wspomnieć o zgromadzonych w świątyni dziełach sztuki malarskiej z ''najwyżej półki'', które wyszyły spod pędzla Michała Willmanna, Jana Krzysztofa Liszki, czy Jana Kretschmera.

Następnym klasztorem, który mogliśmy zobaczyć był Kamieniec Ząbkowicki. Już z daleka wyróżnia się wyjątkowa bryła świątyni – w nietypowym dla cystersów układzie halowym (wszystkie nawy o równej wysokości). Jednakże takie rozwiązanie, zdominowało otaczającą przestrzeń, a gmach świątyni znacząco przewyższa otaczającą zabudowę. Ten średniowieczny zamysł został zniszczony w XIX w., kiedy to na wzgórzu nad klasztorem Marianna Orańska wzniosła potężny pałac, który stał się nową dominantą krajobrazu. Sama świątynia klasztorna p.w. Wniebowzięcia NMP i św. Jakuba Starszego skrywa w swoim wnętrzu największy drewniany ołtarz na Śląsku, który wyszedł spod dłuta Kőnigera oraz kunsztowną ambonę z przedstawieniem Drabiny jakubowej. Mogliśmy zwiedzić wspomniany pałac Marianny Orańskiej, który będąc pieczołowicie i systematycznie odnawiany, powoli powracając do swej dawnej świetności.



Ostatnim pun
ktem tego dnia było Bardo Śląskie. W tym znanym sanktuarium króluje Matka Boża Strażniczka Wiary, której romański posąg z XII w. jest najstarszą figurką maryjną w Polsce. Na nią zawieszono płótno Willmanna, przedstawiające scenę Nawiedzenia św. Elżbiety. W świątyni wrażenie również sprawiły momentalne organy, wykonane przez F. Eberhardta.

W czwartek grupa wąchockich mnichów postanowiła pokonać nieco sudeckich wzniesień. Wybór padł na Rudawy Janowickie. Najpierw podziwiliśmy Miedziankę – miasto, które zapadło się pod ziemię. Niezwykłym wrażeniem było zatrzymanie się w centrum miejscowości, mając świadomość, że niegdyś otaczały je pierzeje kamieniczek. Kolejnym punktem wycieczki był zamek Bolczów, który był zwieńczeniem spaceru z Janowic Wielkich. Ruiny warowni znakomicie wpisują się w otaczającą przyrodę – wszak oryginalnością tego zamku było spore wykorzystanie zastanych form skalnych w strukturze murów obronnych. Zwiedzanie zakończyliśmy podziwianiem Jeleniej Góry, będąca jedynym sudeckim miastem, którego rynek posiada wszystkie pierzeje z podcieniami. Takie rozwiązanie architektoniczne, spowodowane było to dawnym handlem płótnem, z którego słynęło miasto. Fara miejska, będąca pod wezwaniem Erazma i Pankracego, jest płynnym połączeniem gotyku z najlepszymi dziełami snycerskim i malarskimi baroku.


Piątek rozpoczęliśmy od zwiedzania zamku Książ, będącego największym zamkiem na Śląsku i trzecim co do wielkości w Polsce. Dawna rezydencja Hochbergów imponuje wielkością, lecz również napawa pewnym smutkiem, że jego pierwotne wyposażenie zostało rozgrabione. Szczęśliwie, obrazy wypożyczone z wrocławskiego Muzeum Narodowego pozwalały głębiej poczuć ducha dawnej rezydencji szlacheckiej. Wrażenie również na nas zrobiło jedno z najpiękniejszych wnętrz barokowych Śląska – sala Maksymiliana. Po spacerze przez ogrody zamkowe, wyruszyliśmy do Świdnicy. Historycznie, trzecie co do znaczenia miasto Śląska (po Wrocławiu i Legnicy), urzeka w szczególności dwoma najważniejszymi świątyniami – katedrą oraz Kościołem Pokoju. Dawny kościół farny, a obecnie katedra biskupia, już z daleka widoczna była na horyzoncie. Była to zasługa zarówno położenia miasta, jak i największej na Śląsku wieży o wysokości 103 metrów. Większość kunsztownego wystroju kościoła to rezultat barokizacji przeprowadzonej przez jezuitów na przełomie XVII i XVIII w. Perełką świątyni jest kaplica Matki Boskiej Świdnickiej z cudownym obrazem Maria in sole (Maryja w słońcu) z około 1480 r.


Drugim z najważniejszych zabytków miasta jest Kościół Pokoju, wzniesiony na mocy traktatu westfalskiego, kończącego wojnę trzydziestoletnią (1618 – 48). Nazywany największą stodołą Europy, został wykonany z nietrwałych materiałów, według projektu Albrechta von Säbischa w konstrukcji fachwerkowej. Świątynia urzeka wspaniałym barokowym wyposażeniem, wysokiej klasy snycerką oraz kunsztownymi scenami alegorycznymi, namalowanymi na emporach. Zabytek znajduje się na liście UNESCO.


Następnym obiektem, który zobaczyli wąchoccy mnisi, była dawne komturia joannitów w Strzegomiu. Jej budowę rozpoczęto na początku XIV wieku, a ukończono w XVI stuleciu. Urzekły nas imponujące gotyckie portale – w szczególności tympanon z przedstawieniem Zaśnięcia Maryi. Wnętrze robi wrażenie swą wielkością, a wprawne oko dostrzegło interesujące późnogotyckie sakramentarium i trójarkadowe gotyckie sedilia, będące pierwotnym wyposażeniem świątyni. Ostatnim miastem, które zwiedzaliśmy tego dnia był Jawor, ze swoimi głównymi zabytkami – Kościołem Pokoju i świątynią św. Marcina.

W ostatni dzień wycieczki, będąc już w trasie powrotnej do wąchockiego klasztoru, postanowiliśmy zboczyć nieco z wyznaczonej drogi, aby ujrzeć dwa ostatnie cysterskie kompleksy – Lubiąż i Trzebnicę. Opactwo pocysterskie w Lubiążu jest największym klasztorem cysterskim na świecie. Jego sama fasada mierzy 223 metry długości, tym samym w Europie dłuższą posiada jedynie Escorial, będący rezydencją królów hiszpańskich. Klasztor jest ponad 2,5 razy większy od Wawelu. Nie trzeba więc się rozpisywać, jakie wrażenie ''na żywo'' robi budowla o takich rozmiarach. Ogromną stratą dla kultury jest stan tegoż obiektu – od sekularyzacji w 1810 r. i wygnaniu z Lubiąża cystersów nikt nie potrafił zagospodarować tak kolosalnego budynku. Niewymowną profanację kościoła dokonała władza ludowa, przejmując po wojnie klasztor – ogromne płótna Willmanna wywieziono do Warszawy, aby ozdobiły odbudowywane tamże świątynie; a najpiękniejsze stalle Śląska – zwane ''anielskimi'' oraz ''8 cudem świata'' – zostały pocięte piłami dwuręcznymi…




Ostatnim punktem wyprawy był niegdysiejszy klasztor sióstr cysterek w Trzebnicy. Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej, pochowanej w rzeczonym kościele klasztornym, od stuleci było miejscem pielgrzymek z bliska i z daleka; a sama święta księżna – uważana za patronkę Śląska i jego stolicy – Wrocławia. Świątynia zachwyca ślicznym barokowym wyposażeniem oraz pozostałościami romanizmu. Wracają już w godzinach wieczornych do Wąchocka, poniekąd ''po drodze'' mijaliśmy naszą filię w Sulejowie. Nie mogliśmy więc sobie darować zobaczenia również i tej świątyni cysterskiej i odwiedzenia o. Augustyna.

Rekapitulując, przez te 5 dni wycieczki udało nam się zobaczyć:

- 6 opactw cysterskich (Krzeszów, Henryków, Kamieniec, Lubiąż, Trzebnica i Sulejów)

- 5 bazylik mniejszych (Krzeszów, Bardo, Jelenia Góra, Strzegom, Trzebnica)

- 7 Pomników Historii (Krzeszów, Strzegom, 2 w Świdnicy (katedra i Kościół Pokoju), Jawor, zamek Bolczów (jako część Doliny Pałaców i Ogrodów), Trzebnica, Sulejów).

 



Tekst - fr. W.M.

 
Strona główna   Cystersi   Opactwo   Parafia   Patriotyzm   Galeria   Polecane   Kontakt Projekt i wykonanie www.imoli.pl